Andrzejki - rozpierdziel
W kolumnie anonsów naszej lokalnej gazety znaleźliśmy ogłoszenie z nagłówkiem
Andrzejki. Chcieliśmy tę ostatnią przed Adwentem imprezę spędzić w wesołym gronie, przy muzyce, dobrym jedzonku, tańcząc do upadłego, więc się ogłoszeniem zainteresowaliśmy. Może się ktoś ze mnie wyśmieje, że zaciągnąłem moich znajomych na sąsiednią wiochę, ale ja byłem przekonany, że bawić się będziemy świetnie. I faktycznie atrakcji nam nie brakło. Niegdyś, jeszcze za kawalera, byłem w tej knajpie na jakiejś dyskotece, typowa wiejska zabawa, na której się świetnie bawiłem. Gdy zobaczyłem, że to ogłasza sie ta sama knajpa, to namówiłem znajomych i zrobiliśmy rezerwację na te nasze Andrzejki. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie gorąca krew miejscowych. Jedzenie świeżutkie, dobrze przyrządzone, muzyka na żywo, jak to na wsi wiejska kapela, konkursy z laniem wosku, ale wrogiem okazał się jak zwykle alkohol. O tych Andrzejkach nie zapomnimy. Moi koledzy i ja, bardzo często prosiliśmy do tańca inne panie niż tylko z samego naszego towarzystwa. Wszystko było kulturalnie do momentu, gdy nie wytrzymał jeden z miejscowych i zaczęła się bitwa. Jak to na wsi, brakowało tylko sztachet od płotu. Nigdy już nie wywiodę moich znajomych na tak niebezpieczne wody.